well, then fuck it!!

niech to szlag trafi

nic nie rozumie, nic zupełnie

nadchodzi koniec chyba, tak myślę

czy ja wymagam zbyt wiele?

Chciałabym tylko trafić na tego właściwego i z nim wreszcie być! Nie obchodzą mnie studia, praca, Argentyna, podróże… Mogłabym to wszystko oddać.

Może tylko taniec i śpiewanie sobie zostawię…

Jest taka piosenka, która…

…ma fajne słowa ;)

“Kto z miłości jeszcze nie umarł nie potrafi żyć”

Bo mi się wydaje, że ja już kiedyś umarłam, więc teraz może być już tylko lepiej, prawda? :)

;]

Bardzo ciężko jest dziś wszystko pogodzić…

najwyższy czas na zmiany

Nie lubię siebie… A raczej swojej postawy. Wciąż obiecuję sobie, że się poprawię, ale właściwie niewiele mi z tego wychodzi.

Modlę się, ale często bez refleksji i przekonania. Uczestniczę w spotkaniach DA, ale czasem bardziej w celach towarzyskich. Mówię o wierze, ale swoją postawą nie potwierdzam swoich słów.

Ciężko mi z tym trochę, ale najgorsze jest to, że zdaję sobie z tego wszystkiego sprawę, tylko jestem zbyt leniwa, żeby coś zmienić. No i użalam się nad sobą, a Jemu się to na pewno nie podoba…

no soy fuerte

Antes pensaba, que aguantaré todo. Pero no es verdad. Ahora lo sé muy bien. Es así, que cuando pasa una cosa o sólo una cosita mal, ya soy muy débil, me pongo nerviosa, inestable y triste.

Pero sé tambien, que ya voy mucho mejor con mis emociones. Hoy he llorado casi exactamente después de una experiencia muy mala para mi. Entonces es mejor, porque antes podía llorar una o dos días después. Era muy raro, pero era así… Y algunas personas pensaban, que yo no tengo emociones. Pues, es verdad, que siempre quería esconder mis emociones negativas y quizás despues lo hacía también cos emociones positivas… Si, es posible.

Pero estoy aprendiendolo todo. O por lo menos intento…

teoria równowagi

Mam taką teorię, że wszystko w naszym życiu się równoważy. To znaczy jeśli jest pewien dobry okres, to po nim następuje zły. I na odwrót.

Ostatnio jednak trochę mi się ta teoria zachwiała, ponieważ już od jakiegoś miesiąca (albo i dłużej) jestem (oczywiście z małymi przerwami) niezwykle zadowolona z życia, powiedziałabym, że wręcz optymistyczna.

Ale zawsze boję się za bardzo cieszyć, bo myślę sobie, że skoro mam tyyyyyle szczęścia, to zaraz nastąpi coś niedobrego…

I właśnie zastanawiam się teraz, co też strasznego może nastąpić i w związku z czym… I przychodzi mi do głowy tylko Argentyna. Jakoś ostatnio zupełnie przeszła mi ochota, żeby tam lecieć… Wydaje mi się, że przez to mogę coś stracić. I tak naprawdę czuję się strasznie uwiązana i ograniczona przez ten wyjazd. Nie mogę myśleć o rozpoczynaniu żadnego związku, bo to by było bez sensu. Z drugiej strony nie muszę się prawie niczym przejmować, bo i tak wyjeżdżam, więc wiele rzeczy mnie po prostu nie obchodzi. Ale taka postawa może być zdradliwa…

Podejrzewam, że przynajmniej pierwszy miesiąc w tej Argentynie będę strasznie zdołowana i bardzo będę chciała wrócić… Ale chyba ogólnie będzie fajnie?

współczesne męczennice?

Cholera! Nie godzę się na życie w takim świecie! Co to ma być w ogóle?? Czy naprawdę wszystko dziś kręci się wokół seksu? I czy on jest na serio aż tak ważny?

Przyjaciółka musiała się rozstać z chłopakiem, bo mieli inne spojrzenie na sprawy seksu. Wszystko inne im w sobie pasowało, mimo, że bardzo się od siebie różnią.

Nie sądziłam, że tak to wszytko wygląda. Wiem, że wiele par sypia ze sobą przed ślubem, a właściwie to większość. Ale to chyba nie musi być regułą… Trochę mam mętlik w głowie. Wychodzi na to, że faceta można szukać tylko w duszpasterstwie, bo z kim innym się nie dogadam. Cierpienie za wiarę, czy jak?

Ale mimo wszystko wciąż mam (głupią?) nadzieję…

happyful

Happyful to nazwa mojego żelu pod prysznic (Palmolive, z serii Aroma Therapy), który ślicznie pachnie i rzeczywiście człowiek jest po jego użyciu happy ;]

Ale ja oczywiście nie o tym chciałam… Chodzi o to, że – no nic na to nie poradzę, naprawdę – taniec jazzowy jest wspaniały! Miałam dziś zajęcia w innej szkole i muszę przyznać, że też było wspaniale! Tak sobie myślę, że to jest naprawdę coś wspaniałego, jeśli można mieć lub robić coś, co daje tak niesamowitą energię do życia. I mimo, że trzeci dzień już się nie wyspałam i chodzę czasem trochę podziębiona, a ponadto nie tańczę szczególnie dobrze i jeszcze bardzo wiele rzeczy mi nie wychodzi, to zajęć z tańca nigdy nie opuszczam, bo bez tego już się po prostu nie da żyć. Jest to chyba jedno z najbardziej zaskakujących, ale i pozytywnych odkryć w moim życiu.

I mimo, że niektórzy wyjeżdżają na 3 tygodnie do Maroka i ja nie będę miała z kim gadać na gg (oprócz Eve oczywiście :*), to i tak jest fajnie.

« Starsze wpisy