i am seriously damaged

naprawdę, wiedziałam, że tak będzie! teraz wydaje mi się, że jednak chcę do niego wrócić. wciąż o nim myślę!

to głupie. całkowicie głupie…

nie wiem, czy go kiedyś kochałam. wydaje mi się, że nigdy, ale może jednak to nieprawda. może go kochałam, tylko tyle razy mnie rozczarował i zawiódł, a potem poczułam się osaczona, że tego nie wytrzymałam. a teraz uczucie powraca?

albo po prostu, co jest w moim przypadku najbardziej prawdopodobne, nie mogę już wytrzymać tej samotności i teraz, kiedy odnowił się kontakt, lgnę do niego, bo w zasadzie nie mam innego „obiektu”. to nie fair i okropne. i destrukcyjne.

nie lubię siebie, nie lubię swojego charakteru. nie lubię…

somewhat new

mały przełom nastąpił. to dobrze… nareszcie!

ciążyła mi już ta cisza. i  jego brak, mimo, że nie chcę go z powrotem (?)

z tego nieodzywania się tylko głupie myśli do głowy przychodziły

panic

it’s huge and it’s growing

anger management

w obecnej sytuacji i w obecnym mym stanie powinnam zrobić sobie taki kurs

irytuje mnie coraz więcej rzeczy, stwierdziłam, że staję się coraz bardziej niecierpliwa, a cierpliwość to jedna z tych cech, którymi zawsze mogłam się bez cienia wątpliwości pochwalić

irytacja następuje zwłaszcza w związku z rozmowami, tudzież działaniem ze strony mojej najbliższej rodziny. być może za długo już przebywam w domu, w końcu jest to już prawie półtora miesiąca i chyba przez ostatnie pięć lat zdążyłam się już za bardzo przyzwyczaić do większej swobody, wolności. lenistwa takoż, nie ma co ukrywać

no i jest jak zwykle. zdaję sobie z tego sprawę, ale właściwie nic z tym konkretnego nie zrobię, bo: a) nie potrafię, b) nie chce mi się, c) wiem, że mi się nie uda?

każda odpowiedź poprawna

niestety

pathetic

sama sobie zbieram kwiatki

agresja, zniechęcenie, lenistwo

dużo rzeczy się dzieje. niestety głównie w mojej głowie.

nie ogarniam, bo nie chcę/nie mam siły/nie mam ochoty ogarniać, starać się, wysilać.

dwa tygodnie, milion przemyśleń i wniosków.

chcę to zmienić, chcę się zmienić. ale wciąż nie potrafię. i obawiam się, że z każdym dniem będzie coraz trudniej. po prostu nie potrafię wziąć się w garść, bo mnie już prawie wszystko przytłacza.

jestem zła na wszystkich i na wszystko. a zwłaszcza na siebie.

siebie nie cierpię najbardziej.

well, then fuck it!!

niech to szlag trafi

nic nie rozumie, nic zupełnie

nadchodzi koniec chyba, tak myślę

czy ja wymagam zbyt wiele?

Chciałabym tylko trafić na tego właściwego i z nim wreszcie być! Nie obchodzą mnie studia, praca, Argentyna, podróże… Mogłabym to wszystko oddać.

Może tylko taniec i śpiewanie sobie zostawię…

Jest taka piosenka, która…

…ma fajne słowa ;)

„Kto z miłości jeszcze nie umarł nie potrafi żyć”

Bo mi się wydaje, że ja już kiedyś umarłam, więc teraz może być już tylko lepiej, prawda? :)

;]

« Starsze wpisy
Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.