…ma fajne słowa ;)
“Kto z miłości jeszcze nie umarł nie potrafi żyć”
Bo mi się wydaje, że ja już kiedyś umarłam, więc teraz może być już tylko lepiej, prawda? :)
…ma fajne słowa ;)
“Kto z miłości jeszcze nie umarł nie potrafi żyć”
Bo mi się wydaje, że ja już kiedyś umarłam, więc teraz może być już tylko lepiej, prawda? :)
Mam taką teorię, że wszystko w naszym życiu się równoważy. To znaczy jeśli jest pewien dobry okres, to po nim następuje zły. I na odwrót.
Ostatnio jednak trochę mi się ta teoria zachwiała, ponieważ już od jakiegoś miesiąca (albo i dłużej) jestem (oczywiście z małymi przerwami) niezwykle zadowolona z życia, powiedziałabym, że wręcz optymistyczna.
Ale zawsze boję się za bardzo cieszyć, bo myślę sobie, że skoro mam tyyyyyle szczęścia, to zaraz nastąpi coś niedobrego…
I właśnie zastanawiam się teraz, co też strasznego może nastąpić i w związku z czym… I przychodzi mi do głowy tylko Argentyna. Jakoś ostatnio zupełnie przeszła mi ochota, żeby tam lecieć… Wydaje mi się, że przez to mogę coś stracić. I tak naprawdę czuję się strasznie uwiązana i ograniczona przez ten wyjazd. Nie mogę myśleć o rozpoczynaniu żadnego związku, bo to by było bez sensu. Z drugiej strony nie muszę się prawie niczym przejmować, bo i tak wyjeżdżam, więc wiele rzeczy mnie po prostu nie obchodzi. Ale taka postawa może być zdradliwa…
Podejrzewam, że przynajmniej pierwszy miesiąc w tej Argentynie będę strasznie zdołowana i bardzo będę chciała wrócić… Ale chyba ogólnie będzie fajnie?
Dla jednego miałam ‘Too lost’ Sugababes. Ten był najdłużej, ale nie był realny…
Dla drugiego miałam ‘Without you’ Christiny Aguilery. Krótko, acz bardzo intensywnie! Czułam się czasami, jakbym była w innym świecie – cudownym, kolorowym, tylko bez świadomości…
Dla trzeciego miałam ‘Hear me’ Kelly Clarkson. Niezrealizowane, ale nie żałuję.
Trochę to gupie